niedziela, 21 września 2014

Prolog

-Ronnie! Pośpiesz się!- usłyszałam głos  mojego brata dochodzący z salonu. Szybko wsunęłam na stopy moje czarne szpilki, przeczesałam dłonią moje wyprostowane włosy tak by opadały swobodnie na moje ramiona a na koniec przejrzałam się jeszcze w lustrze. Zrobiłam kreski eyelinerem, rzęsy pomalowałam tuszem , do tego lekka szminka. Wyglądałam inaczej niż zwykle ale nie mogę powiedzieć, że źle, to po prostu coś nowego. Powoli schodziłam po schodach, by nie połamać sobie nóg, nie jestem przyzwyczajona do obczasów... wole jednak "bezpieczniejsze" obuwie.
-Ronnie...- mój brat David przechylił głowę na bok i spojrzał na mnie jak na wybryk natury- wyglądasz jak dziewczyna- zaśmiał się. Wywróciłam oczami, od kiedy pamiętam dogryzał mi bo nigdy nie lubiłam chodzić w sukienkach, warkoczykach czy wysokich butach. Byłam raczej typem chłopczycy... cóż, trochę z tego zostało mi do dziś. Nadal nie znoszę chodzić w sukienkach, a ta którą mam teraz na sobie jest cholernie niewygodna- cała pokryta czarno-granatowymi cekinami które przy każdym ruchu zahaczają o moją skórę. Zdecydowanie wole jeansy. Wyszliśmy z domu i razem skierowaliśmy się w kierunku samochodu Davida. Jedziemy na imprezę do Tomasa- jednego ze znajomych mojego brata. Zazwyczaj nie chodzę na domówki, jest tam cała szkoła a co się z tym wiąże, sukowata Megan i jej przygłupie koleżanki. Nie ma chyba takiego chłopaka w tej szkole a może i nawet mieście z którym ta dziewczyna by nie spała. O ile wiem to David też miał z nią krótką przygodę, kto wie może nawet więcej niż jedną- mój brat to kretyn, leci na wszystko co się rusza, chociaż bądźmy szczerzy... Megan nie należy do brzydkich, jest nawet ładna, gdyby tylko nie była dziwką. Po około 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Mieliśmy trudności ze znalezieniem wolnego miejsca, wygląda na to, że zjechało się tu pół miasta.